wtorek, 15 listopada 2011

9





.

z cynamonem ryż
 nie była ta potrawa zbyt częstym gościem na moim stole
obrzydliwa, traumatyczna, niechciana
ale bywała
i lubię jej zapach





pelargonie


to tak jakby dziura w środku była
niby jest z zewnątrz dokładnie tak jak sobie tego życzysz
kwiatki rosną w donicach, Twoje śmierdzące pelargonie czerwone, ukochane
szydełkowa zazdroska, z przytupem nawet
ławka z nieheblowanej dechy, z kocurem leniwym i słoneczniki
tylko, kurwa krzeseł nie ma, nie ma gdzie usiąść
wody w kranie nie ma, a zapomniałam wymyślić studnię
i łóżka nie ma, co z tego, że haftowana pierzyna czeka, ciepła
jak leży na podłodze




małe ułomności

bawią mnie te natarczywe niedoskonałości ludzkiego ciała
to cudownie, że dano nam choć poczucie humoru
jedną z najlogiczniejszych umiejętności



poduszka

przykładając głowę do poduszki
raptem kilka godzin po północy 
powracam do wspomnień
których przeca mieć nie mogę 
ponieważ nie wydarzyły się w moim małym trójwymiarowym życiu
lecz biorąc pod uwagę jedynie trójwymiarowe standardy
jest całkiem dobre




.






szpaki

albo jak  wspominam szaro-bury plac z przyszłości, która gdzieś się akurat tu zagmatwała
wilgotna jest w tej swojej tak zwyczajnej szarości
a na drutach jaskółki, albo szpaki może... nie..., gołębie przecież 





czas czas czas

mam w dupie czas 
pierdolę chronologię
widzę wyżej
ponad te śmieszne reguły
których celu zwyczajnie nie rozumiem