niedziela, 22 lipca 2012

sobota, 21 lipca 2012

niezgrabność

smutno by było 
gdybyśmy nie popełniali błędów



wtorek, 17 lipca 2012

nic


 "I niech nie będzie tak,
 że rozpada się świat
 i nikt nic nie robi. 
Jak gdyby nigdy nic.
 Jakby nie stało się nic."




piątek, 13 lipca 2012

kabotyn

Ogary poszły w las.

Jestem chora. Leżę na tapczanie i czuję, jak wycieka ze mnie stos pacierzowy. Roją mi się różne twarze. Roi mi się Marek Hłasko. Marek był świetlisty. Udawał normalnego, ale mu to nie wychodziło. Wydobywało się z niego światło wewnętrzne jak z kosmity. Wchodząc do "Kameralnej", zostawiał szatniarzowi aureolę, a pożyczał sobie marynarkę. Wszyscy go kochali. Pisarze, półpisarze, lumpy, kaleki, hrabiny, Żydówki, sportowcy, ubecy, pedałowie i jeden Witek, blondyn, który potem zwariował. Wszyscy chcieli Go adoptować! Marek wymyślił sobie około stu różnych życiorysów i około tysiąca różnych scenariuszy, w których występował osobiście. Zawsze wierzył w to, co gra. Któregoś dnia zakochał się w bokserze - Franusiu Szymurze. "Franek to człowiek!" - jęczał w zachwycie i wymachiwał piąstkami, naśladując mistrza. Wyjechałam do Łodzi. Wróciłam. Pytam: "Jak Franuś?". "Jaki Franuś?" - pyta Marek... Grał już w innym scenariuszu! Któregoś dnia Marek zakochał się we mnie-Oświadczył się mojej Mamusi i był miły. Wyjechałam do Łodzi- wróciłam. Patrzę: Włosy sobie pofarbował! Były jak marchewka: grał już w innym scenariuszu "występy gościnne"!Wszyscy chcieli się od niego zarazić jasnością . Na każdym rogu w Śródmieściu, ale i na Pradze, koło niedźwiedzi, czekał ktoś, chciał Marka adoptować. Była taka półrozwódka, która nazywała się jak kot: Olimpia. Czyhała. Był pisarz Jerzy Andrzejewski, który powiedział mi z zazdrości: "Masz oczy głodnej wdowy!" (a sam miał). Czyhał.Był ten Witek biedny, prawie dziecko: przebierał się za Marka i jeździł z rozpaczy na swoim korepetytorze A. Doboszu. Też czyhał. I nigdy nie było wiadomo, do kogo Marek zadzwoni i spyta: "Czy masz jakąś pożyteczną koncepcję spędzenia czasu??"(...)

Pamiętnik Pijaczki [ Agnieszka Osiecka do Hanny Bakuły] [19.12.1984] 

kazus

ale cóż Ty tam właściwie sobie tak skrupulatnie zapisujesz...
 nosisz ten gówniany zeszycik, portfela zapomnisz,
 komórkę w kiblu na zlewie zostawisz,
 kluczy przed wyjściem rytualne dwadzieścia minut szukanie,
a kajecik zawsze przy dupie....
 długopisu szukasz po torebkach wszystkich,
 gmerasz, trzepiesz, przeklinasz, rozpaczasz,
gubisz,
 pióro za stówę,
 chuj wie gdzie....
a jak płakałaś, do Antoniego modlić niemal zaczęłaś się, 
w desperacji ołówek połamany, kredka żółta, długopis wypisany...
nim masz to i tak odpadnie z  umysłu dwie trzecie
a z jednej trzeciej na ćwierć masz słów by zapisać
a słowo i tak nie odda
a piszesz



reminiscencja




środa, 11 lipca 2012

wkurw

Nie lubię, gdy nagła, 
wyjątkowo durna śmierć ludzi,
 których poznać nie zdążyłam,
 tworzy świadomość ich niebytu,
 wywołując uczucie wchuj wkurwu i niemocy.


przestrzeń o dwóch wymiarach

przestrzeń o dwóch wymiarach
coś na kształt powieści opisującej czyjeś życie
niewiarygodne, że tak szybko można o tym zapomnieć
zapominam
zapominasz
adiustacja
korekta
poprawka
i nic






poniedziałek, 2 lipca 2012

nieautochton

w końcu wszystko jedno, gdzie człowiek jest cudzoziemcem