Ogary poszły w las.
Jestem chora. Leżę na tapczanie i czuję, jak wycieka ze mnie stos pacierzowy. Roją mi się różne twarze. Roi mi się Marek Hłasko. Marek był świetlisty. Udawał normalnego, ale mu to nie wychodziło. Wydobywało się z niego światło wewnętrzne jak z kosmity. Wchodząc do "Kameralnej", zostawiał szatniarzowi aureolę, a pożyczał sobie marynarkę. Wszyscy go kochali. Pisarze, półpisarze, lumpy, kaleki, hrabiny, Żydówki, sportowcy, ubecy, pedałowie i jeden Witek, blondyn, który potem zwariował. Wszyscy chcieli Go adoptować! Marek wymyślił sobie około stu różnych życiorysów i około tysiąca różnych scenariuszy, w których występował osobiście. Zawsze wierzył w to, co gra. Któregoś dnia zakochał się w bokserze - Franusiu Szymurze. "Franek to człowiek!" - jęczał w zachwycie i wymachiwał piąstkami, naśladując mistrza. Wyjechałam do Łodzi. Wróciłam. Pytam: "Jak Franuś?". "Jaki Franuś?" - pyta Marek... Grał już w innym scenariuszu! Któregoś dnia Marek zakochał się we mnie-Oświadczył się mojej Mamusi i był miły. Wyjechałam do Łodzi- wróciłam. Patrzę: Włosy sobie pofarbował! Były jak marchewka: grał już w innym scenariuszu "występy gościnne"!Wszyscy chcieli się od niego zarazić jasnością . Na każdym rogu w Śródmieściu, ale i na Pradze, koło niedźwiedzi, czekał ktoś, chciał Marka adoptować. Była taka półrozwódka, która nazywała się jak kot: Olimpia. Czyhała. Był pisarz Jerzy Andrzejewski, który powiedział mi z zazdrości: "Masz oczy głodnej wdowy!" (a sam miał). Czyhał.Był ten Witek biedny, prawie dziecko: przebierał się za Marka i jeździł z rozpaczy na swoim korepetytorze A. Doboszu. Też czyhał. I nigdy nie było wiadomo, do kogo Marek zadzwoni i spyta: "Czy masz jakąś pożyteczną koncepcję spędzenia czasu??"(...)
Pamiętnik Pijaczki [ Agnieszka Osiecka do Hanny Bakuły] [19.12.1984]

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz